4 sie 2026

Khaan & Frédéric

Dwoje przyjaciół żwawo przechodziła od jednego zgiełku, do drugiego, ciągle rozmawiając nie tylko ze sobą, ale również z innymi. Mathias, Ron, Tatiana, Derek -to tylko kilka imion, które padły w żywych rozmowach. Widać było, że Igor i Otto łączą historię z wieloma osobami, a najbardziej sami ze sobą. Można powiedzieć, że są braćmi z innej krwi i matki -zawsze razem, a jeżeli występuje tylko jeden, imię drugiego od razu nasuwa się na myśl. Tylko biedny Slaugh, który wbrew swojej woli, musi za nimi podążać, nie wiedząc dokładnie, co się wokół niego dzieje. Na nogach jest już prawie 24 godziny bez wytchnienia, a koniec nie zapowiada się zbyt szybko. Marzył o tym, by odpocząć, chociaż na chwilę się zrelaksować, choć doskonale wiedział, że nie może, przynajmniej nie w obecnym momencie.
Kiedy dwóch lordów stało z kieliszkami ze znacznie upitym winem, dotarł do nich mężczyzna w średnim wieku. Nie wyglądał na typowego szlachcica, bardziej na swego rodzaju lokaja z "górnej półki". Pokłonił się i następnie szepcząc, przekazał jakąś informację solenizantowi. Ten skrzywiając się wyraźnie, odwołał na chwilę kamerdynera i zwrócił się do swojego przyjaciela.
- Obowiązki wzywają... -westchnął rozgoryczony -Przepraszam cię Igorze.
Starszy roześmiał się w odpowiedzi, kładąc dłoń na ramieniu przedmówcy.
- Nie martw się -westchnął delikatnie -Przed nami całe popołudnie. A noc? Będzie nasza... -zatrzymał się na chwilę, skupiając wzrok na czerwonym winie. Zawahanie przeszło przez jego ciało, ale nie ujarzmiło to jego chęci. Przechylił kielich, wypijając trunek do końca, a następnie otarł usta kciukiem -Kto wie, może w końcu uda ci się poderwać jakąś damencję -skomentował, patrząc kątem oka na drugiego, stojącego jak wryty.
- Ha! -odstawił swój kielich na stole, uprzednio wypijając jego zawartość -Bardzo zabawne, Igor. Weź się bardziej postaraj, bo z naszej dwójki, to ja mam lepsze powodzenie u dziewczyn -zerknął z powrotem na lokaja, który cierpliwie czekał na to, aż panicz zakończy swoją dyskusję. Powrócił wzrokiem na swojego przyjaciela -Spróbuję skończyć te formalności jak najszybciej, żebyśmy mogli się tak normalnie, po ludzku, napić -klepnął go w ramiona -Korzystaj ze wszystkiego, co tylko chcesz. Czuj się jak u siebie.

30 lip 2026

Frédéric & Khaan

Tutejsze morze nigdy nie wybaczało błędów, a tej nocy wydawało się wyjątkowo głodne. Fale, czarne jak rozlana lawa, uderzały o burtę Umbra Mortis z siłą, która zmusiłaby każdego nowicjusza do modlitwy. Unosiły się i opadały ciężko, jakby coś pod powierzchnią wciąż oddychało niechętne, by nie pozwolić komukolwiek przejść bez konsekwencji. Każdy ruch kadłuba był wyczuwalny, a każda zmiana kierunku wymagała siły. Frédéric w tym czasie stał na dziobie, trzymając się want z obojętnością kogoś, kto zapomniał, że ziemia pod stopami może być nieruchoma. Port był już coraz bliżej, a cel kapitana średnio jasny, bowiem niedawno temu załoga wypłynęła z poprzedniego portu znajdującego się zaledwie kilkadziesiąt mil stąd. Głośno tam było o niejakim wydarzeniu - imprezie, bankiecie, balu - zależy z czyich ust padały informacje. Frédéric miał w zwyczaju raczej omijać takie rytuały, ale tym razem coś go w tym kierunku pociągnęło i nie była to wizja wzbogacenia się jak zazwyczaj. Jego głównym motywem była, ujmując ładnymi słowami, przygoda, choć w rzeczywistości w głowie miał jedynie chęć namieszania.
Po krótkim czasie wiatr się uspokoił. Nie był już agresywny, jedynie chłodny. Mężćzyzna uniósł lekko głowę, obserwując port, który powoli odsłaniał swoje kształty. Ostre nabrzeża, wysokie latarnie, sylwetki statków różnej maści - od ciężkich jednostek handlowych po smukłe okręty należące do tych, którzy nie zadawali pytań o pochodzenie ładunku. Normalność, a jednak coś w tym wszystkim nie pasowało. Zbyt wiele światła jak na tę porę. Zbyt wiele ruchu. Zbyt wiele ludzi, którzy nie wyglądali na zwykłych robotników portowych. Nawet z tej odległości dało się wyczuć napięcie, które nie miało nic wspólnego z codzienną pracą. Frédéric uśmiechnął się pod nosem.

12 kwi 2026

Khaan & Frédéric

Burzliwa pogoda zawitała nad tereny Pałacu Niewolników. Trudno jest się przedrzeć przez ścianę deszczu, nawet dźwięki są ledwie słyszalne od perkusji nadanej przez olbrzymie, szybko opadające, krople. Nie oznaczało to jednak przychylności ze strony strażników. Wszyscy niewolnicy zostali zmuszeni do fizycznej pracy na zewnątrz, budując niewielki magazyn na tyłach terenu treningowego. W licznej grupie jest jeden, który pracuje bez wytchnienia, jakby chciał się zbliżyć do łask swojego Pana. Pochodził z dawno straconego klanu Slaughów na dalekiej północy, pojmany jako dziecko i zaciągnięty siłą do służby Królestwu. Khaan, bo tak ma na imię, wolał się zbytnio nie wychylać, zwłaszcza że i tak jest na "czarnej liście". Mimo tego jest także jednym z najlepszych pupilków Archduke'a. Dobrze wyszkolony, silny, wytrwały i zlepiony z najlepszych cech, które można przypisać wojownikowi. Nie wiedząc nawet kiedy stał się "oczkiem w głowie" Nesternatha, robi wszystko pod jego dyktando. Jak już było wspomniane, nie chce się niepotrzebnie wychylać -woli robić to, co jest mu nakazane, niż później cierpieć.
Mężczyzna przełożył przez ramię kolejną belkę i zawracając na pięcie, spojrzał w oczy jednemu z niewolników. Johannes, młody Alebrijes, jest jego najlepszym kumplem. Zawsze są blisko siebie, rozmawiają i oceniają swoje możliwości przeżycia w tym piekle. Uśmiechnął się delikatnie do Khaan'a, lecz ten nie odwzajemnij miłego gestu. Nie dlatego, że nie chciał, ale bardziej dlatego, że nie widział w tym większego sensu. Westchnął ociężale i skierował się do szkieletu magazynu. W międzyczasie zerkał na pobratymca, który zaczął być katowany przez strażników. Prawdopodobnie złe spojrzenie na jednego z nich, lub – co gorsza – bunt. Zacisnął szczęki i podszedł do odpowiedniego miejsca. Tam usadowił kawałek drewna i nadal je podtrzymując, czekał na kogoś, kto mógłby je umocować. Wtedy usłyszał za sobą lekko zachrypnięty głos.
Autor szablonu:
Carreou